niedziela, 8 grudnia 2013

Jak wyglądają szkoły w Hiszpanii? Różnice, różnice, różnice...

Podczas mojego pobytu w Galicji miałam okazję zobaczyć hiszpańską szkołę "od wewnątrz" i nawet poprowadzić krótkie warsztaty poetyckie dla młodzieży w wieku gimnazjalnym. Znam wielu zaangażowanych nauczycieli z tego instytutu. I, co było bodźcem ostatecznym do napisania tej notki, musiałam przygotować na ten weekend na kurs pedagogiczny prezentację o hiszpańskim systemie edukacji. Podczas wyszukiwania informacji korzystałam głównie ze stron w języku hiszpańskim, a i tak musiałam się podpierać wiedzą i doświadczeniem znajomych nauczycieli, gdyż każde źródło podawało inne informacje. W notce skupię się jednak na ciekawostkach, a nie na datach i typach uczelni.


Hiszpania dzieli się na 17 Wspólnot Autonomicznych, które cieszą się dużą autonomią, m.in. w dziedzinie edukacji. Szczególnie dotyczy to: Katalonii, Galicii i Kraju Basków, gdzie istnieją dwa języki urzędowe - hiszpański i odpowiednio: galicyjski, baskijski czy kataloński. W tamtejszych szkołach uczy się języka hiszpańskiego i literatury hiszpańskiej, drugiego języka urzędowego wraz z literaturą. Część zajęć także musi być przeprowadzona w tym języku. Zwykle jest to połowa przedmiotów. Nie zawsze tak było. W czasach generała Franco nie można było uczyć się tych języków, nie można było nawet ich używać. Oczywiście, wiele osób to robiło w ramach protestu wobec władzy. Obecnie przywraca się tym drugim językom należne im miejsce i dla większości mieszkańców język oraz tradycja regionu są powodem do dumy.

Szkoły są dużo bardziej sprofilowane niż te w Polsce. Już od Educación Secundaria Obligatoria (coś jak polskie gimnazjum, tylko trwa 4 lata) uczeń może wybierać przedmioty do wyboru z całkiem obszernej puli zajęć, a w "liceum" trwającym dwa lata, wybiera jedną z trzech ścieżek:
- nauki humanistyczne i społeczne
- nauki ścisłe i technologia
- przedmioty artystyczne.
Do jednego z tych profili dobiera sobie przedmioty, których nie ma na danym profilu, a które go interesują. Uczniowie o umysłach humanistycznych nie muszą katować się fizyką czy chemią, a ścisłowcy historią sztuki czy WOSem.

Uczniowie, którzy obleją jakiś przedmiot, tylko raz mogą powtarzać dany rok, a w ciągu całego cyklu tylko dwa razy mogą powtarzać klasę. Jeśli przekroczą ten limit, zostają wysłani do szkoły specjalnej dla uczniów z problemami. Nie tak jak w Polsce, gdzie z dziesięciolatkami może siedzieć wyjątkowo oporny na edukację nastolatek aż do ukończenia 18 roku życia. W Hiszpanii, w ogóle, obowiązek szkolny trwa do 16 roku życia.

W szkołach publicznych, od najmłodszych lat, uczeń zwraca się do nauczyciela po imieniu. Nauczyciel nie może zażądać, żeby uczniowie zwracali się do niego przez "pan/i", no chyba, że uczy w szkole prywatnej lub katolickiej, bo te rządzą się swoimi prawami. Ma to swoje plusy i minusy. Z pewnością kontakt między uczniami i nauczycielem jest dużo lepszy, nie boją się do niego podejść ze swoimi problemami, bardziej sobie ufają. Dla mnie nie do pomyślenia było, że moja znajoma nauczycielka, Rosa, zostawiła na korytarzu bez opieki komputer i projektor, a kiedy zapytałam jej czy to bezpieczne i powiedziałam, że w Polsce sprzęt już byłby zniszczony lub wyniesiony, nie mogła w to uwierzyć. Nie zawsze jednak jest tak różowo. Wielu z nauczycieli tego instytutu, zostało chociaż raz wyzwanymi od najgorszych lub skrytykowanymi w słowach, których nie powinno używać się w relacjach nauczyciel-uczeń.


O Pelouro - reportaż - tu można zobaczyć reportaż (oczywiście po hiszpańsku, ale i bez języka co nieco można z niego zrozumieć, a przynajmniej pooglądać) o szkole w Vigo, w Galicii. To szkoła specjalna, kiedyś była prywatna, ale po jakimś czasie udało się założycielom uzyskać wsparcie u władz i obecnie jest to szkoła publiczna, do której może uczęszczać każdy, zdrowy czy z różnymi rodzajami upośledzeń. Od kilkulatków (mam na myśli 2-3 lata) po 16-latków. Zdarzają się obcokrajowcy, którzy przeprowadzają się do Hiszpanii tylko po to, żeby posłać do niej dziecko. W tej wszyscy są normalni i wszyscy są indywidualnościami. Codziennie odbywa się apel, niezbyt oficjalny, po którym każdy uczeń (nawet ten najmłodszy) decyduje czym będzie się danego dnia zajmował. Nie ma sal. Nie ma klas. Nie ma żadnych podziałów. Nie ma ocen. Nie ma nauczycieli - są za to mediatorzy, którzy pomagają gdy uczeń nie może się zdecydować, co wybrać lub gdy pojawiają się jakieś problemy. Służą swoją wiedzą lecz się z nią nie narzucają. Uczniowie sami uczą się szukać źródeł wiedzy i decydować o własnym losie. Ten system nauki się sprawdza. Uczniowie, którzy ukończą tę szkołę i chcą iść do liceum lub na studia, po pierwszym szoku po zderzeniu ze zwykłymi szkołami, zazwyczaj dobrze się odnajdują w nowej rzeczywistości i osiągają wysokie wyniki.

 
I jeszcze słowo o tym, jak w Hiszpanii wygląda sytuacja na rynku pracy dla nauczycieli. Studenci kończący odpowiednie kierunki, pozwalające na podjęcie pracy w szkołach, mają zapewnione zatrudnienie. Władze danej Wspólnoty Autonomicznej przydzielają mu placówkę i "biedny" absolwent nie ma tu nic do gadania. Dopiero później, gdy może pochwalić się jakimiś osiągnięciami, wykonanymi projektami, za które dostaje punkty, w zależności od ilości tych punktów, może poprosić o przeniesienie w miejsce, które bardziej go interesuje. Jeśli ktoś chce uczyć w innym miejscu w Hiszpanii, nie w tym, w którym ukończył studia, Ministerstwo Edukacji, raz na kilka lat ogłasza konkurs (nabór) do różnych szkół w całej Hiszpanii. Tutaj też wszystko zależy od ilości punktów.
 
 
Podoba mi się system edukacyjny w Hiszpanii. Żałuję, że w Polsce szkoły typu gimnazjum, czy liceum nie są bardziej sprofilowane.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz